24
N, Wrz

Piłka Nożna

Podobno z perspektywy czasu wszystko wygląda inaczej, a obraz sytuacji jest pełniejszy. To dlatego do opisu październikowych wydarzeń na Stadionie Narodowym w Warszawie przystępujemy dopiero teraz, gdy emocje już nieco opadły. Warto jeszcze raz prześledzić występ Polaków w meczach z Danią i Armenią oraz wyciągnąć wnioski przed arcyważnym, zbliżającym się starciem z Rumunami w Bukareszcie.

Wymęczone zwycięstwa

Mimo wywalczenia 6 punktów w meczach z Danią i Armenią w Warszawie, nasi piłkarze zafundowali nam po raz kolejny wielki, futbolowy horror. Deja vu z meczu z Kazachstanem mieliśmy w starciu z Duńczykami, kiedy to po trzech strzelonych bramkach za bardzo cofnęliśmy się i goście wbili nam dwa gole. OK – pierwszego wbiliśmy sobie sami i to w bardzo pechowych okolicznościach, ale nie zmienia to faktu, że musieliśmy potem bardzo namęczyć się, żeby ten wynik utrzymać. A im bliżej końca meczu, tym Duńczycy wyglądali lepiej.

Jeszcze gorzej wyglądała nasza gra trzy dni później. W starciu ze słabiutką, targaną wieloma problemami, występującą bez swojej jedynej gwiazdy Armenią, męczyliśmy się niemiłosiernie. Dla Ormian nie miało znaczenia, że chwilę wcześniej zostali u siebie rozgromieni przez Rumunię 0:5 – w spotkaniu z Polską zostawiali na boisku całe serce i wolę walki. I nie przeszkadzało im wcale, że drugi mecz z rzędu przez większość spotkania grali w dziesiątkę. Wystarczyło, że ustawili przed polem karnym „autobus”, zagrali ustawieniem 1-7-2 i nasi mało ruchliwi gracze, którzy zawsze gubili się w ataku pozycyjnym, mieli ogromne kłopoty z dochodzeniem do sytuacji bramkowych. A kiedy już „ukłuli” Ormian, to momentalnie dostali bramkę wyrównującą. Jakby tego było mało to im bliżej końca meczu, tym goście wyprowadzali coraz groźniejsze kontry. Mieli co najmniej dwie-trzy stuprocentowe sytuacje i tylko łut szczęścia i klasa rywala spowodowały, że gol Lewandowskiego w ostatniej minucie był tym zwycięskim, a nie ratującym jeden punkt.

Trudny terminarz

Niestety, w kolejnych spotkaniach taka nieporadność jak z Danią i Armenią może już być mocno skarcona – zwłaszcza, że limit szczęścia mamy już wykorzystany chyba na całe eliminacje… W momencie pisania tego artykułu jesteśmy tuż przed starciem z Rumunią w Bukareszcie, którym skończymy eliminacje na ten rok. Należy spodziewać się piekielnie trudnego spotkanie, jednego z kluczowych jeśli chodzi o obsadę fotela lidera w grupie.

Na wielu specjalistycznych forach i blogach rozgorzała dyskusja dotycząca stylu gry reprezentacji. Na portalu Sportowy Ring zwrócono uwagę na szereg niedociągnięć, zarówno ze strony piłkarzy, jak i trenera Nawałki. Ważna jest odpowiednia diagnoza problemu, bo na wiosnę wcale nie będziemy mieć łatwiej. W marcu czeka nas wyjazd na bardzo trudny teren do Podgoricy, gdzie zmierzymy się z Czarnogórą. Następnie podejmiemy u siebie Rumunię i pojedziemy do Danii. Prawdopodobnie to te trzy spotkania będą decydujące w kontekście ułożenia tabeli przed ostatnimi kolejkami. Dobrze byłoby wyrobić sobie pewną przewagę nad rywalami, by przed starciem z nieco słabszymi Kazachstanem i Armenią mieć luz psychiczny. Bo jeśli tam wszystko pójdzie po naszej myśli, to ostatnie spotkanie z Czarnogórą w Warszawie może być już tylko formalnością.