20
So, Lip

Z życia wzięte

Nowy 2016 rok rozpoczął się już pełną parą. Za nami tygodnie podsumowań starego roku, szampańska zabawa sylwestrowa, a także wymyślanie postanowień na kolejne 12 miesięcy. Jak pokazują badania, zaledwie 8% wszystkich naszych postanowień przechodzi zazwyczaj ze sfery planów do sfery realizacji. Dlaczego tak się dzieje? Jakie zmiany najczęściej chcemy wprowadzić u progu nowego roku i z jakim skutkiem?

„Postanawiam nie mieć postanowień”

Tak żartobliwie określają swoje postanowienia osoby, które – zmęczone corocznymi porażkami – postanowiły już więcej niczego sobie nie obiecywać. A pozostali? Czyli wszystkie te osoby, które mocno wierzą, że tym razem się uda? Okazuje się, że najbardziej zależy nam na poprawie zdrowia. A pod tym rozumiemy utratę kilku zbędnych kilogramów, regularne uprawianie sportu czy rzucenie palenia. Zaraz po „postanowieniach zdrowotnych” znalazły się te związane z finansami. Przyrzekamy sobie, że w tym roku rozejrzymy się wreszcie za lepiej płatną, bardziej satysfakcjonującą pracą i podniesiemy kwalifikacje poprzez uczestnictwo w różnego rodzaju kursach doszkalających lub studiach podyplomowych. Jakby spytać Polaków o marzenia na Nowy Rok, wielu wspomina wygraną w lotto czy inną grę liczbową, w nadziei, że pewnego pięknego wieczoru w 2016 roku obejrzą wyniki losowania multi lotka na żywo w telewizji i oszaleją ze szczęścia. Czy tego typu postanowienia: „schudnę 5 kilo”, „zmienię pracę”, „wygram w Totka” mają szansę na realizację?

Co zrobić żeby się udało?

Jest taka data w kalendarzu, o której coraz częściej mówi się w mediach. To trzeci poniedziałek stycznia, zwany na zachodzie „Blue Monday” – co znaczy mniej więcej tyle co „Depresyjny Poniedziałek”. Okazuje się, że druga połowa stycznia to taki moment, kiedy radość związana z nadziejami na nowy rok (że będzie inny) nagle się kończy i zdajemy sobie sprawę, że jest tak samo jak było.

Psycholodzy zgodnie twierdzą, że większość postanowień noworocznych skazana jest na porażkę, ponieważ chęć zmiany zazwyczaj nie jest związana z silną motywacją wewnętrzną. Sama zmiana daty w kalendarzu to za mało, żebyśmy mogli wytrwać w postanowieniach. Trzeba naprawdę chcieć czegoś wystarczająco mocno żeby wcielić to w życie. Po drugie, często nasze postanowienia są zbyt ogólne i za mało precyzyjne. Zupełnie inaczej podejdziemy do noworocznego odchudzania jeśli powiemy sobie, że chcemy schudnąć 6 kilo – tzn. 2 kilo do lutego, kolejne 2 do kwietnia i ostatnie 2 dwa do czerwca. A dokonamy tego np. dzięki ograniczeniu słodyczy i nie jedzeniu po godzinie 18, a także dzięki dwóm treningom fitness (we wtorki i czwartki o 18:30, bo wtedy mamy czas). Taki plan brzmi realistycznie, a także rozsądnie – a to zwiększa naszą wiarę w to, że się uda.

Zatem jeśli entuzjazm, jaki Wam towarzyszył 1 stycznia, powoli mija i obawiacie się, że nie wytrwacie w noworocznych postanowieniach – mamy dla Was dobrą radę – przeanalizujcie raz jeszcze, czy Wasze postanowienia są faktycznie Wasze (czy o tym właśnie marzycie?) i czy cel, jaki sobie stawiacie jest konkretny, precyzyjny i realistyczny. Jeśli oba te warunki są spełnione – możecie dokonać wszystkiego – nawet obiecać sobie, że w tym roku wygracie w Totka. Dla naprawdę chcącego nic trudnego, jak mówi stare porzekadło.